Przypomniała mi się ostatnio jedna sytuacja, która wydarzyła
się w supermarkecie. Starsze małżeństwo robiło zakupy, przy czym On posłusznie
wyłożył produkty na taśmę, po czym spakował i bez słowa dźwignął siaty i
poszedł, a kobieta wyjęła portfel, żeby płacić. Skomentowałam to, że mąż tak po
prostu wziął zakupy i tyle go widzieli. Ona na to, że "tak oczywiście, a
ja muszę płacić". Doprecyzowałam, że chodziło mi o to, że to niezwykłe, że
tak bez słowa skargi spakował te zakupy i zanosi do domu, bez żadnych uwag czy
negocjacji "A może byś tak wzięła z jedną siatkę?" (Mało to widzę
kobiet ugiętych pod ciężarem siatek niczym Quasimodo, a obok nich idących wyprostowanych
mężczyzn, jakby wyprowadzali kobietę na spacer, którzy "dźwigają" co
najwyżej swojego smartfona i kluczyki do samochodu). Starsza kobieta spojrzała
na mnie, potem za oddalającym się mężem i powiedziała "A może ma pani
rację... Już tyle lat małżeństwa, mężczyznę trzeba sobie wychować".
Dla porównania widziałam kiedyś w tym samym supermarkecie
małżeństwo w średnim wieku: kobieta musiała wrzucić mężowi do kieszeni 5 zł, a
ten dopiero wtedy łapał się za torby z zakupami, wielce z siebie zadowolony
spojrzał na mnie i z uśmiechem rzekł: Nie ma nic za darmo. Spotkałam też młode małżeństwo
robiące zakupy, nieśli siatki po połowie. Nie chcę tu generalizować, mówić, że
tak jest u wszystkich, ale trochę robi się taki "znak naszych
czasów". Jesteśmy równi(?)
Powrócę do tego pierwszego małżeństwa, staruszków, którzy
mnie zachwycili, choć na pewno im przez myśl nie przeszło, jak im zazdroszczę. Podejrzewam,
że to naprawdę najzwyklejsze, przeciętne starsze małżeństwo, któremu
spowszedniało już wszystko, poranne ziółka, ulubiony program w telewizji, rozmowy
na temat dorosłych dzieci czy wnuków, no i zakupy. Jednak myślę, że to swego
rodzaju dar - znać się tak dobrze, że nie trzeba nawet się odzywać. Nie sądzę,
żeby ta żona rządziła mężem, po prostu on będąc
młodym mężczyzną nosił te
zakupy, potem będąc w średnim wieku również, i teraz to robi. Czy to
wychowanie wyniesione z domu czy wpływ kobiety, nie wiem. Ale to jest dobre. Po prostu dobre. Jestem
konserwatystką, jestem niezależna, ale nie wstydzę się tego i mówię głośno -
jestem kobietą, nie znam się na elektryce, chcę, żeby mężczyzna naprawiał drobne usterki w domu i otwierał mi drzwi. Ja gotuję, prasuję i
ceruję ;) Może to niedzisiejsze, ale to nic.