piątek, 25 września 2015

06. (Nie moja) Miłość za kierownicą.

Od razu zaznaczam, że poniższy tekst NIE jest mojego autorstwa. Pochodzi z bloga najlepszego pisarza, jakiego nosiła ziemia - Jonathana Carrolla. Przetłumaczyłam jedynie jeden z jego wpisów (oryginał tutaj).

Miłość za kierownicą
"KOCHAĆ KOGOŚ jest łatwo: To jak jazda twoim samochodem - jedyne, co musisz zrobić to uruchomić silnik, dodać trochę gazu i poprowadzić maszynę, gdziekolwiek chcesz. Ale BYĆ KOCHANYM  to jak jechać w czyimś samochodzie. Nawet jeśli myślisz, że masz dobrego kierowcę, pozostaje strach, że jazda skończy się tragicznie i w jednej chwili oboje wylecicie przez przednią szybę, a potem twoje serce długo będzie słono płacić za tą przejażdżkę. BYCIE KOCHANYM może być najbardziej przerażającą rzeczą w życiu. Ponieważ prawdziwe uczucie w jakiejkolwiek formie oznacza pożegnanie kontroli; więc co jeżeli w połowie (albo w trzech czwartych) drogi z kimś, zdecydujesz się wracać albo zmienić kierunek jazdy, a jesteś jedynie pasażerem?"

sobota, 19 września 2015

05. (nie)Przeciętność

Przypomniała mi się ostatnio jedna sytuacja, która wydarzyła się w supermarkecie. Starsze małżeństwo robiło zakupy, przy czym On posłusznie wyłożył produkty na taśmę, po czym spakował i bez słowa dźwignął siaty i poszedł, a kobieta wyjęła portfel, żeby płacić. Skomentowałam to, że mąż tak po prostu wziął zakupy i tyle go widzieli. Ona na to, że "tak oczywiście, a ja muszę płacić". Doprecyzowałam, że chodziło mi o to, że to niezwykłe, że tak bez słowa skargi spakował te zakupy i zanosi do domu, bez żadnych uwag czy negocjacji "A może byś tak wzięła z jedną siatkę?" (Mało to widzę kobiet ugiętych pod ciężarem siatek niczym Quasimodo, a obok nich idących wyprostowanych mężczyzn, jakby wyprowadzali kobietę na spacer, którzy "dźwigają" co najwyżej swojego smartfona i kluczyki do samochodu). Starsza kobieta spojrzała na mnie, potem za oddalającym się mężem i powiedziała "A może ma pani rację... Już tyle lat małżeństwa, mężczyznę trzeba sobie wychować". 

Dla porównania widziałam kiedyś w tym samym supermarkecie małżeństwo w średnim wieku: kobieta musiała wrzucić mężowi do kieszeni 5 zł, a ten dopiero wtedy łapał się za torby z zakupami, wielce z siebie zadowolony spojrzał na mnie i z uśmiechem rzekł: Nie ma nic za darmo. Spotkałam też młode małżeństwo robiące zakupy, nieśli siatki po połowie. Nie chcę tu generalizować, mówić, że tak jest u wszystkich, ale trochę robi się taki "znak naszych czasów". Jesteśmy równi(?)

Powrócę do tego pierwszego małżeństwa, staruszków, którzy mnie zachwycili, choć na pewno im przez myśl nie przeszło, jak im zazdroszczę. Podejrzewam, że to naprawdę najzwyklejsze, przeciętne starsze małżeństwo, któremu spowszedniało już wszystko, poranne ziółka, ulubiony program w telewizji, rozmowy na temat dorosłych dzieci czy wnuków, no i zakupy. Jednak myślę, że to swego rodzaju dar - znać się tak dobrze, że nie trzeba nawet się odzywać. Nie sądzę, żeby ta żona rządziła mężem, po prostu on będąc 
młodym mężczyzną nosił te zakupy, potem będąc w średnim wieku również, i teraz to robi. Czy to wychowanie wyniesione z domu czy wpływ kobiety, nie wiem. Ale to jest dobre. Po prostu dobre. Jestem konserwatystką, jestem niezależna, ale nie wstydzę się tego i mówię głośno - jestem kobietą, nie znam się na elektryce, chcę, żeby mężczyzna naprawiał drobne usterki w domu i otwierał mi drzwi. Ja gotuję, prasuję i ceruję ;) Może to niedzisiejsze, ale to nic.

piątek, 4 września 2015

04. Piece of somenthing

-         Kobieta dużo wie, ale mimo wszystko, chce to usłyszeć.
-         Co chce usłyszeć?
-         Coś miłego... Na przykład kobieta, z którą jesteś od dwóch lat, pewnego dnia pyta cię, czy ją jeszcze kochasz. Co myślisz?
-         Że sobie coś ubzdurała, na przykład, że jej już nie kocham, albo ją zdradzam.
-         No właśnie.
-         Co „no właśnie”?
-         A nie pomyślisz, że dawno jej tego nie powiedziałeś? Że kiedyś powtarzałeś jej to kilka razy dziennie, a stopniowo coraz rzadziej...? Że może ona to wie, czuje podświadomie, ale chce to usłyszeć? Bo to miłe, wyjątkowe.
-         To tylko słowa...
-         To „aż” słowa. Spotkałam się z tym już nie raz. Możesz nie zdawać sobie bardzo często sprawy, ile może zmienić jeden mały gest. Kilka drobnych słów. Szczerych słów. Dla kobiety jeden głupi sms po jednym dniu rozłąki jest jak miód na serce...
-         Tylko tyle trzeba?
-         Zaskoczony, co?
-         Dlaczego nie mówicie tego wprost?
-         ...
-         Co?
-         Nie powiedziałam ci teraz tego wprost?
-         No tak..., ale zazwyczaj tak nie mówisz. Zresztą... teraz to ty generalizujesz. Mówisz o „kobietach”, a nie o sobie konkretnie.
-         Mówię o sobie.
-         Tak?
-         No... skądś muszę czerpać podstawy do swoich tez.
-         Więc na swój pokrętny sposób mówisz mi o sobie?
-         Na swój pokrętny sposób pozwalam ci się do siebie zbliżyć.


fotografia: Jonathan Carroll facebook