Jesień zawsze
nastraja nas tak bardzo nostalgicznie. Mamy awersję do pracy, do porannego
wstawania, do jakiejkolwiek aktywności. Osobiście obwiniam za to zbyt krótkie,
pochmurne, deszczowe dni. Po okresie pięknej złotej jesieni, poranki witają nas
mgłą i chłodem. Mówi się o jesiennej depresji, choć ja słowa
"depresja" wolę nie nadużywać, faktem jednak jest, że samopoczucie
moje nie jest najlepsze o tej porze roku, czasem wszystko jest po prostu źle:
kafelki o 6 rano są takie zimne, a ja muszę wstać; zanim z kranu poleci ciepła
woda, leci zimna, a przecież tego nie lubię, patrzę w lustro, a włosy się nie
chcą za diabła ułożyć w żaden akceptowalny sposób, otwieram szafę i ... zanim
się jeszcze ubiorę, już nie mam ochoty na nic. A co dopiero wyjść z domu, przeżyć
osiem godzin pracy... To taka niemoc. Leżę sobie czasem wieczorem w kokonie z
ciepłego koca, ogrzewam się dodatkowo laptopem i wspominam, co było kiedyś,
kiedy wydawało mi się "lepszym kiedyś". Wtedy nawet jesienna szaruga
mi nie przeszkadzała. Starzeję się emocjonalnie. Nie wystarczy już rano
pomyśleć o czymś pozytywnym, żeby dzień nabrał weselszych barw. Teraz potrzeba
mi raczej potrójnej tęczy na bezchmurnym niebie. Moje niebo widziało ślad po
jednej jakiś czas temu, ale kiedy to było, już nie pamiętam.
 |
| źródło: http://craciun.deviantart.com/art/Grey-world-290291168 |