wtorek, 25 sierpnia 2015

03. Rak

Każdy zapewne poznał w swoim życiu taką osobę, którą można nazwać kawalarzem. Ktoś taki, kto ciągle stroi sobie żarty z innych i ma na wszystko dowcipną odpowiedź. Mam takiego kolegę w pracy - ciągle zadowolony, ciągle strojący śmieszne miny. Aż tu jednego dnia jego twarz wyraża smutek, więc pytam "Co się stało?" Naburmusza się jeszcze bardziej i mówi, że jego kobieta ma niezłośliwego raka i w takiej sytuacji nie będzie się przecież cieszył... No cóż, na końcu języka miałam już ripostę, że każdy z nas ma problemy i gorsze dni, a wtedy on nas zazwyczaj wyśmiewa, że zachowujemy się jak stetryczałe dziady i że trzeba do życia podchodzić z luzem. Powstrzymałam się jednak od komentarza, bo to nie miałoby sensu. Przyszło mi na myśl, że każdy ma swojego raka. Nie musisz chorować, chorować fizycznie czy mentalnie. Możesz odczuwać problemy przez złe wspomnienia z dzieciństwa, możesz mieć depresję z powodu mobbingu w pracy, możesz  nie mieć pieniędzy na wytrwanie "od pierwszego do pierwszego", możesz nawet źle znosić śmierć swojego psa lub cokolwiek innego, co cię najzwyczajniej dołuje. Nikt ci nie ma prawa powiedzieć, kiedy możesz czuć się gorzej, a kiedy przesadzasz. Bo to twoje samopoczucie - SAMOpoczucie, nie jakieś CZYJEŚ/OGÓLNO/SPOŁECZNOpoczucie.
Każdy ma swojego raka.

środa, 5 sierpnia 2015

02. Powrót.

Że też odnalazłam w ogóle tego bloga, chyba miałam go pisać 3,5 roku temu regularnie... No cóż... Nie wyszło. Miałam kiedyś bloga z kilkoma dosłownie postami, ale porzuciłam go jak niechciane dziecię. Teraz przypomniałam sobie, że miałam tam kilka naprawdę dobrych myśli. Ale pewnie skasowałam. Chyba. Jak to jest z nami: piszemy coś, co wydaje nam się ważne, po jakimś czasie wyrywamy kilkadziesiąt kartek z pamiętnika, kasujemy parę postów na blogu (bądź też całość), kasujemy swoje opublikowane zdjęcia etc. Coś w nas krzyczy, że to już nieaktualne, niemądre, dziecinne. Potem po upływie kolejnej porcji czasu zaczynamy żałować, że to zrobiliśmy. 
Jako nastolatka wyrwałam kilkanaście albo więcej kartek z pamiętnika, bo były zapisane dziecinnymi gryzmołami, jak twierdziłam i zaczęłam pisać dalej. To było jedenaście lat temu. Dziś jak czytam te zapiski, mimowolnie się uśmiecham, przecież nie zaczęłam nagle pisać "dorośle". Ale od tamtej pory nie wyrwałam ani jednej kartki. Choć, rzecz jasna, przerażała mnie myśl, że pewnego dnia ktoś znajdzie i przeczyta moje wypociny. Nadal się boję, choć mniej. Co przezwyciężyło ten strach i chęć zniszczenia pamiętnika? Sentymentalizm. Właśnie on zmusza mnie do zbierania różnych pamiątek, spisywania przemyśleń i wydarzeń, oraz kolekcjonowania cytatów. Zabiera mi dużo czasu. Ale potem mi go oddaje. Gdy wracam do wspomnień, to tak jakbym przeżywała czas dwoma równoległymi torami - przeszłość i teraźniejszość.