Każdy zapewne poznał w swoim życiu taką osobę, którą można nazwać kawalarzem. Ktoś taki, kto ciągle stroi sobie żarty z innych i ma na wszystko dowcipną odpowiedź. Mam takiego kolegę w pracy - ciągle zadowolony, ciągle strojący śmieszne miny. Aż tu jednego dnia jego twarz wyraża smutek, więc pytam "Co się stało?" Naburmusza się jeszcze bardziej i mówi, że jego kobieta ma niezłośliwego raka i w takiej sytuacji nie będzie się przecież cieszył... No cóż, na końcu języka miałam już ripostę, że każdy z nas ma problemy i gorsze dni, a wtedy on nas zazwyczaj wyśmiewa, że zachowujemy się jak stetryczałe dziady i że trzeba do życia podchodzić z luzem. Powstrzymałam się jednak od komentarza, bo to nie miałoby sensu. Przyszło mi na myśl, że każdy ma swojego raka. Nie musisz chorować, chorować fizycznie czy mentalnie. Możesz odczuwać problemy przez złe wspomnienia z dzieciństwa, możesz mieć depresję z powodu mobbingu w pracy, możesz nie mieć pieniędzy na wytrwanie "od pierwszego do pierwszego", możesz nawet źle znosić śmierć swojego psa lub cokolwiek innego, co cię najzwyczajniej dołuje. Nikt ci nie ma prawa powiedzieć, kiedy możesz czuć się gorzej, a kiedy przesadzasz. Bo to twoje samopoczucie - SAMOpoczucie, nie jakieś CZYJEŚ/OGÓLNO/SPOŁECZNOpoczucie.
Każdy ma swojego raka.
Każdy ma swojego raka.
